Świadectwo misjonarza z Anglii

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Zostałem zaproszony do podzielenia się informacjami z mojej posługi w Anglii, gdzie wyjechałem dziesięć lat temu. Tak, w tym roku 1 października już minie ten czas. Wstępując do Zakonu 26 lat temu nie myślałem, że będę posługiwał poza granicami kraju. Nawet mama do dziś wypomina mi, że mówiłem: „w Polsce jest wystarczająco dużo pracy”. Kiedy pojawiła się informacja o współpracy pomiędzy Prowincją Warszawską a Prowincją Wielkiej Brytanii (oficjalna nazwa takiej współpracy brzmi: Solidarność Personalna) był rok 2005. Już w roku 2007 wraz z dwoma innymi braćmi wyjechałem do Anglii. Powołanie jest naszą odpowiedzią, która nie jest tylko dana raz, ale też  jako odkrywanie i wsłuchiwanie się w Głos Boży trwa przez całe nasze życie.

Jestem bratem, który nie posiada święceń kapłańskich, moja posługa ma zatem troszkę inną specyfikę, niż braci posługujących sakramentalnie. Moja działalność skupiała się na posłudze wewnątrz klasztorów, choć nie tylko.

Muszę przyznać, że podczas mojego pobytu w Anglii miałem okazję odkryć i dostrzec Boga w jego stworzeniach, szczególnie w roślinach, kwiatach, krzewach. Dostrzegałem piękno tych stworzeń, pełniąc opiekę nad ogrodem w naszym klasztorze w Oxfordzie. W Oxfordzie spędziłem większość czasu z dziesięciu lat pobytu w Anglii. Jednego roku nasz Minister Prowincjalny wskazał listę posług, jakie bracia pełnią w klasztorach. Na liście tej było też ogrodnictwo i to pokazało mi, że można prowadzić apostolstwo także poprzez prace w ogrodzie. Jak wiecie angielskie ogrody są dość znane ze swego piękna. Muszę przyznać, że mają swój urok, szczególnie trawa ładnie strzyżona.  Dlatego i w naszym ogrodzie w ciągu roku organizowane były różne imprezy. Dawało to, w takim zlaicyzowanym kraju jak Anglia, możliwość kontaktu z różnymi ludźmi i rozmów z nimi na tematy nie tylko związane z ogrodem, ale też i z wiarą.

Innym polem mojej posługi był kontakt z osobami z marginesu, mówiąc ogólnie potrzebującymi i ubogimi. Jeszcze będąc w Polsce, miałem okazję pełnić przez 7 lat posługę w Kuchni dla Ubogich przy klasztorze Warszawskim. To moje doświadczenie pragnąłem dalej wykorzystywać w tych miejscach, w które zostałem posłany. W Anglii w miejscu zwanym Gatehouse wydawane są posiłki każdego dnia wieczorem, między godziną 17.00 a 19.00.  Miałem okazję, jako wolontariusz, być tam w każdy czwartek. Pomagałem przy posiłkach, a także służyłem, jako pierwsza pomoc, jeśli zachodziła taka potrzeba (kurs pierwszej pomocy ukończyłem w Anglii). Pomagałem jako tłumacz naszym rodakom, pojawiającym się w takich miejscach. No i oczywiście prowadziłem rozmowy o wierze, nie tylko z beneficjentami, ale też z wolontariuszami. W Irlandii, gdzie zostałem oddelegowany na jeden rok, jako pomoc w formacji nowych braci, wydawaliśmy paczki żywnościowe dla około 350 osób tygodniowo.

Innym polem mojej działalności, realizującej się bardziej wewnątrz zakonu, była posługa w formacji. Będąc jeszcze w Polsce, przez sześć lat posługiwałem przy formacji młodszych braci, przygotowując ich do naszego sposobu życia. Także w Anglii, gdy pojawiał się kandydat do naszego zakonu, potrzebował formacji. Formacja, jeśli chodzi o liczebność, nie wygląda tak jak w Polsce, gdzie powołania są każdego roku. Tutaj za czasów mojej bytności powołania bywają średnio, co 6 lat i to często jednoosobowe. Teraz też mamy jednego brata w nowicjacie w Irlandii, po jego ukończeniu ma wrócić do Anglii, aby kontynuować dalszą formację.

Mam nadzieję, że moje posługi pokazują różnorodność tego, co bracia robią w klasztorach. Owszem, punktem najważniejszym każdego naszego dnia są modlitwy zakonne i Eucharystia. Często w modlitwach porannych biorą udział ludzie, którym pozwala na to czas. Nasze klasztory, w liczbie czterech, powiązane są z parafiami i posługą z nimi związaną. Zaangażowanie ludzi świeckich w posłudze w kościele, wygląda troszkę inaczej niż w Polsce. Posługują grupy ludzi, którzy zajmują się: czytaniami, zbieraniem tacy, liturgią dla dzieci, udzielaniem Komunii Świętej. Zebrana taca jest zawsze niesiona w procesji z darami do ołtarza. Takie zaangażowanie świeckich spowodowane jest brakiem powołań. Są parafie, w których posługę pełni kapłan, który już dawno przekroczył wiek emerytalny. Inną rzeczą, która daje się zauważyć i wyróżniać jest na pewno wielokulturowość, wielonarodowość w naszych parafiach. W dwóch z nich prowadzone jest duszpasterstwo w języku polskim. Trzeba powiedzieć, że nasi rodacy wzmocnili kościół w Anglii pod względem liczebności, choć i tak większość pozostaje w „nurcie tradycyjnym” i w kościele pojawia się tylko dwa razy w roku. Wielonarodowość daje możliwość poznania ludzi z innych krajów i wymianę doświadczeń duszpasterskich oraz kulturowych. Pokazuje, jak wiara potrafi łączyć ludzi różnych pokoleń i języków. Miałem okazję doświadczyć tego podczas mojego pobytu w Canterbury, gdzie uczestniczyłem w duszpasterstwie studenckim. Obserwowałem jak młodzi z różnych stron świata potrafią się łączyć na modlitwie i dzielić doświadczeniem wiary.

Innym ważnym elementem jest ekumenizm. W Oxfordzie przebywamy w pobliżu Seminarium Anglikańskiego. Znajdują się tutaj Kościoły Metodystów, Adwentystów i inne. Wzajemne relacje są dobre, co owocuje uczestnictwem we wspólnych nabożeństwach ekumenicznych. Podejmowane są wspólne inicjatywy ewangelizacyjne. Szczególnie ma to miejsce w Wielki Piątek. Ale też w codziennym życiu nie wyczuwa się wrogości względem innych przekonań religijnych.

Doświadczenia płynące z różnych sytuacji, w trakcie których bracia wychodzą na zewnątrz, wskazują na potrzebę świadectwa i obecności braci w habitach.  Inicjatywy, które można dziś nazwać Nową Ewangelizacją, bracia starają się podejmować w miarę skromnych możliwości. Często łączą siły z innymi zakonami czy ludźmi świeckimi.

Oxford jest miejscem, w którym kościół katolicki, można rzec, ma się dobrze. Choć nie brakuje tu różnych przeciwności losowych, które utrudniają obecność nawet na niedzielnej Mszy Świętej.  Wymienić można np. powódź, która może odciąć drogę dojazdową, śnieg, na który Anglicy nie są przygotowani, a jego obecność dłużej niż dzień, sprawia trudności komunikacyjne. Nawet nieposiadanie samochodu może czasami powodować, że potrzeba około pięciu godzin na dotarcie i uczestniczenie we Mszy Świętej.

Każdego, kto będzie miał okazję przeczytać tę refleksję z mojej posługi na Wyspach, proszę o modlitwę za kościół w Anglii, a szczególnie o powołania kapłańskie i zakonne. Niech Słowo Boże rozpala na nowo ludzkie serca na Wyspach, aby nie zabrakło pasterzy, głosicieli Dobrej Nowiny na Niwie Pańskiej.

Br. Lucjan OFMCap

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *