ŚWIADECTWO Z GABONU

Chciałbym odrobinę przybliżyć Wam sytuację Kościoła w Gabonie patrząc przez pryzmat kilku historii
z naszej parafii w Cocobeach, gdzie jesteśmy we trzech: br. Dariusz Jagodziński (gwardian i proboszcz),
Piotr Wrotniak i ja, Michał Saniewski.

Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową (Mt 10,35)
W Polsce częściej możemy usłyszeć, że Chrystus nie przyszedł, by wprowadzać podziały, że
powinniśmy szukać tego co nas łączy, a nie dzieli, że potrzebny jest czasami kompromis. Po części jest to
prawdą, ładnie to brzmi, ale nie zawsze wszystko jest takie jasne. Tu w Gabonie, gdzie chrześcijaństwo nie
wszędzie jest powszechne, dominujące, potrzeba często jasnego, wyraźnego opowiedzenia się za Nim. Mam
na myśli konflikty, jakie tworzą się w rodzinach (rodzina jest tu pojęciem dużo szerszym niż rodzice i
dzieci, obejmuje szerokie grono krewnych), w których są zarówno chrześcijanie jak i wyznawcy bwiti,
określający siebie „tradycjonalistami”. Podam kilka przykładów.
Jakiś czas temu zmarła matka jednego z naszych ministrantów, człowieka już dorosłego. Jego mama
była katoliczką. Z tego powodu przyszedł do proboszcza prosić o pochówek chrześcijański. Już wszystko
było umówione, jednak w pewnym momencie tenże ministrant zadzwonił i odwołał pogrzeb. Przyczyną był
sprzeciw rodziny, która w większości była bwitistyczna. Nie zgodzono się na pogrzeb katolicki. Ostatecznie
pochował ją ganga (to określenie szamana, kapłana kultu o nazwie bwiti). Wyznanie, czy wola zmarłego nie
była tutaj decydująca, a jej syn za mało ważny w rodzinie, aby przeforsować swoje zdanie.
Inny z naszych ministrantów opowiedział pewną sytuację ze swojej rodziny. Jego ojcu źle się wiodło w
małżeństwie, miał częste konflikty ze swoją żoną. Szukając przyczyn złej sytuacji rodzinnej poszedł do
gangi zapytać o radę . Ganga odpowiedział mu po pewnym czasie, że winna jest temu jedna z jego
kochanek, bo rzuciła na niego urok. W tej sytuacji potrzebne jest „odczynienie uroku”. Ta „operacja”
kosztuje 150 tys. franków, czyli ok 1000 zł., co jest równowartością słabej miesięcznej pensji w Gabonie. W
tej sytuacji ojciec-bwitysta zwrócił się do syna-chrześcijanina, żeby mu dał pieniędzy na tę „operację”.
W wielu sprawach decydująca jest decyzja rodziny, gdzie zachowywana jest ściśle zasada starszeństwa.
Hierarchia rodzinna jest tak ważna, że nieistotna jest wola osoby, której sprawa dotyczy. Jedna z naszych
katechistek chciała wziąć ślub kościelny ze swoim mężczyzną (tak w ogóle to jest już babcią, ponieważ
kiedyś miała męża, z którym miała ślub tradycyjny, ale ten mąż już zmarł). Jako że jej rodzice już nie żyli,
decyzja należała do najstarszego z jej rodzeństwa, w tym przypadku jej siostry. Ta jednak nie chciała się
zgodzić na ślub kościelny naszej katechistki. Robiła wiele, żeby do tego nie dopuścić, mimo, że sama jest
chrześcijanką. Dwa razy cofała zgodę mimo, że data ślubu była już ustalona. Ostatecznie jednak ślub się
odbył.

Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz. (Mt 4,10)
Kilka dni temu zmarł w sąsiedniej parafii człowiek, który w młodości miał kilka żon, później nawrócił
się, pozostawił sobie jedną z nich, ożenił się z nią w Kościele, a pozostałe oddalił. Jako że był to człowiek
zaradny i inteligentny otrzymał swego czasu propozycję „wejścia do polityki”, czyli albo kandydowania do
Zgromadzenia Narodowego, albo otrzymania innego ważnego stanowiska. Wcześniej usłyszał jednak
warunek, propozycję: „Masz dużo dzieci. Złóż jedno w ofierze”. Nie uległ pokusie i nie został politykiem
(co jest bardzo pożądanym „zawodem” w Gabonie).

Nie dowierzajcie każdemu duchowi, ale badajcie duchy, czy są z Boga, gdyż wielu fałszywych proroków pojawiło się na świecie. (1J 4,1)
Chrześcijaństwo w Gabonie to nie tylko Kościół Katolicki. Jest też dużo wspólnot powołujących się na
Chrystusa, ale bliżej im do pejoratywnego określenia „sekta”, niż „kościół”. Czasami określa się ich tutaj
ironicznie „sprzedawcami iluzji”. Wracając kiedyś z Libreville podwiozłem pewnego pana, który okazał się
pastorem. Sam opowiedział mi o początkach wspólnoty założonej przez siebie. Otóż jakiś czas temu był
chory. Coś stało się z jego nogą i nie mógł chodzić. Pewnej nocy przyśnił się mu Jezus i uzdrowił go. Od tej
pory zaczął głosić Go i założył wspólnotę, która później dołączyła się do już istniejącego kościoła mającego
już trzy świątynie. Pastorzy tutejsi są często przekonani o byciu medium, pośrednikiem między Bogiem a
ludźmi. Dla dodania autorytetu swym słowom używają zwrotu: „Pan tak powiedział” lub „taka jest wola
Boga”. W ten sposób potrafią uzasadnić rzeczy dowolne, np. że jakaś kobieta powinna zostać jego żoną,
mimo że ona ma już męża i dzieci.
Bywa także, że wiara w Chrystusa jest łączona w praktykami bwiti. Swego czasu podczas kładzenia
posadzki w jednym z kościołów protestanckich znaleziono zakopane szczątki ludzkie. Prawdopodobnie
składano tam ofiarę i to był najprostszy sposób pozbycia się ciała.

Tutejszy Kościół wciąż potrzebuje utwierdzania się w wierze. Wiele opisanych sytuacji wynika z faktu,
że wciąż istnieje tradycja pogańska. Trzeba jeszcze wiele czasu zanim dominującą kulturą stanie się
chrześcijańska. Pewne też sytuacje nie są wynikiem złej woli, lecz zwykłej niewiedzy, dlatego wciąż
potrzeba dobrej katechizacji, częstego odwiedzania wiosek przez misjonarzy, rozwijania i podtrzymywania
życia sakramentalnego.
Proszę o modlitwę za nas, obecnych tutaj braci o wytrwanie oraz o nowych braci, którzy zechcieliby
zaangażować się w pracę dla tutejszego Kościoła.

Brat Michał Saniewski

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *