Droga do Cocobeach

Istnieje tylko jedna droga do innych ludzi – droga serca (Phil Bosmans).

 

Żeby dotrzeć do ludzi mieszkających w odległych krańcach świata należy pokonać długą drogę. Zarówno tę mierzoną w kilometrach, przez pył czy błoto, w różnych warunkach pogodowych, ale również drogę wewnętrzną, wiodącą do ich serca. Niekiedy jest tak, że ani pierwsza ani druga nie jest łatwa.

Do naszej misji kapucyńskiej w parafii Cocobeach najłatwiej dostać się z miasteczka Ntoum drogą lądową, samochodem terenowym. To nieco ponad 80 kilometrów drogi tzw. laterytowej, gdzieniegdzie pokrytej resztkami asfaltu. Taka „przyjemność” po naprawieniu drogi i w porze suchej zajmuje niecałe dwie godziny. Gorzej jest w czasie pory deszczowej, kiedy to obfite tropikalne deszcze rozmywają drogę i tworzą się błota niekiedy nieprzejezdne. Jeśli uda się przejechać, to zajmuje to do 3 godzin. Taki tropikalny off-road, ale nie dla przyjemności, a raczej z konieczności. Dzięki dobrodziejom misji i organizacji MIVA, pomagającej zakupić pojazdy dla misjonarzy, bracia Kapucyni pracujący w Cocobeach dysponują samochodem terenowym, a także motocyklem. Dzięki tym środkom transportu, można dojechać na mszę do jednej z 11 kaplic na wioskach, można udać się do miasta po zakupy, na spotkanie braci, czy załatwić różne formalności. Napotykane trudności na drodze powodują, że po paru miesiącach pobytu w Cocobeach, a niekiedy szybciej, na samą myśl o konieczności udania się ponownie w drogę odczuwa się lekki dyskomfort czy wewnętrzny opór. Bo nigdy nie wiadomo, czy tym razem nie będzie trzeba odkopywać się z błota, wypychać samochodu, czy nie będzie jakichś uszkodzeń mechanicznych wskutek zakopania się. Nie wiadomo, czy most akurat się nie zerwie, i czy jakiś inny samochód nie zablokuje przejazdu. Można też spędzić noc przy dźwiękach płynących z tropikalnego lasu, chroniąc się od komarów w zamkniętym samochodzie, jak to przydarzyło się jednemu z braci misjonarzy.

Nieco inaczej ma się sprawa z przejazdem motocyklem. Drogę pokonuje się zasadniczo szybciej, ale nie zawsze łatwiej. Bez szkolenia do jazdy moto-crossem, umiejętności trzeba zdobywać na miejscu. Jadąc motocyklem do kaplicy w czasie pory deszczowej dojeżdża się w dużym stopniu pokryty błotem. Niekiedy zdarzy się przewrotka i trzeba podnieść pojazd stojąc po kolana w błocie, a przy jego ciężarze, jest to niewykonalne bez pomocy przechodniów, których miedzy wioskami wśród lasu tropikalnego nie zawsze można spotkać.

Terytorium misji w kapucyńskiej parafii Cocobeach rozciąga się również na tereny rzeczne, gdzie znajdują się jeszcze trzy niewielkie wioski, do których dostęp jest możliwy tylko drogą wodną. Ludzie opuszczają te trudno dostępne osady w poszukiwaniu pracy, szkoły dla dzieci, lepszych warunków życia. Pomimo tego, niektórzy decydują się zostać i strzec wioski, gdzie pochowani są ich przodkowie. Do tych niewielkich wspólnot, które należą do parafii, bracia misjonarze udają się dwa, czy trzy razy do roku. Droga wodna wymaga użycia łodzi z silnikiem, który to silnik daje się czasem we znaki zatrzymując się na środku rzeki. Wyzwaniem jest znaleźć się z takim zepsutym silnikiem przy grzejącym słońcu, wśród prawdziwej dżungli, niekoniecznie przyjaznej dla człowieka.

Wszystkie te trudności napotykane w trakcie pokonywania drogi lądowej czy rzecznej przemieniają się w radosną przygodę, jeśli uświadamiamy sobie kto nas tutaj posłał i kto kieruje naszymi drogami. Doświadczamy Opatrzności Bożej, która daje nam to, czego właśnie potrzebujemy. Pan Bóg zmusza nas do podejmowania wysiłku i przypomina, że nasze życie wiary jest drogą, która prowadzi do pełni szczęścia. Pamięć o celu naszej podróży dodaje nam sił, by ją wciąż na nowo podejmować. Gdy za łaską Bożą podejmujemy te trudy drogi z miłości, to Bóg przyjmuje ten wysiłek jako element walki aby dotrzeć do serca ludzi, do których nas posłał. Dotrzeć tam z Ewangelią nie jest łatwo, ale nie o to w misji chodzi, aby było łatwo. Jedna jest Droga i jest nią Chrystus, ukrzyżowany i zmartwychwstały. Kiedy trzymamy się Jego, nie obiecuje nam, że będzie bez wysiłku, ale obiecuje, że dojdziemy do celu.

Dzieląc się tym krótkim świadectwem z drogi, pragnę podziękować w imieniu braci misjonarzy za wsparcie modlitewne i materialne na rzecz naszych misji i proszę o dalszą hojność serca dla rozprzestrzeniania się Dobrej Nowiny na całym świecie.

  1. Piotr Wrotniak

Cocobeach, Gabon

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *