Jej miłością był Kościół

W kilkusetstronicowej i wciąż niedokończonej „Księdze zmarłych członków zakonu braci mniejszych kapucynów dawnej prowincji polskiej i obecnej prowincji warszawskiej oraz ich dobrodziejów” (Warszawa 1992), w części przeznaczonej na noty o zmarłych dobroczyńcach, pod datą 30 maja, zamieszczono wpis: „Wanda Swarcewicz, w czasach komunizmu w Związku Radzieckim apostołka wiary katolickiej, siostra Franciszkańskiego Zakonu Świeckich i gorliwa propagatorka Serafickiego Dzieła Pomocy Misjom, oddana budowie kościoła i klasztoru w Dokszycach na Białorusi. Przez wiele lat świadczyła różnorodną pomoc na rzecz Kościoła i naszego Zakonu na Białorusi. Zmarła w wieku 90. lat, pochowana na cmentarzu w Dokszycach, 2017”.

My, kapucyni, jesteśmy dłużnikami tej prostej, szlachetnej, pełnej wiary i oddania Bogu i ludziom kobiecie. To wspomnienie jest o Niej – żeby nie zapomnieć, na jakich fundamentach buduje Boża Opatrzność.

Wanda Swarcewicz urodziła się w 1927 roku jako trzecie dziecko w rodzinie doświadczanej wieloma cierpieniami. Od młodości zachwycona świętym Biedaczyną z Asyżu, wstąpiła do III zakonu franciszkańskiego. Nie wyszła za mąż, wiodła życie wypełnione służbą innym. Spędziła je całe w Dokszycach. To kresowe miasteczko należało do II Rzeczypospolitej od 1921 r. We wrześniu 1939 r. pochłonął je Związek Radziecki i wtedy wszystko, co polskie i katolickie poddano zniszczeniu. Spalono wówczas także i drewniany kościół dokszycki pod wezwaniem Świętej Trójcy. Jak wielu ówczesnych chrześcijan, Wanda bohatersko trwała przy wierze katolickiej i była apostołem Chrystusa wobec innych, słabszych.

W połowie lat osiemdziesiątych, kiedy granice Związku Radzieckiego były jeszcze pilnie strzeżone, ktoś przekazał mi jej dokszycki adres, być może, za pośrednictwem o. Piotra Jasiewicza. Nie miałem wówczas pojęcia, gdzie jest to małe miasteczko, ale zwykłą pocztą wysłałem list z pozdrowieniami i deklaracją przystąpienia do Serafickiego Dzieła Pomocy Misjom, którym się wówczas opiekowałem. List nie tylko dotarł do adresatki, ale otrzymałem entuzjastyczną odpowiedź z prośbą o więcej druków deklaracji.

Pani Wanda pisała, że jest wielu tych, którzy, choć nie mogą pomóc misjom materialnie, to zobowiązują się do duchowej, modlitewnej współpracy. Z zapałem zaangażowała się w propagowanie dzieła misyjnego. Zilustrowała to w następnym liście, przywołując przedwojenną anegdotę o pewnym żydzie, który kupił od gajowego skórki zajęcze i zamierzał je z zyskiem sprzedać. Kiedy zabrał się z gajowym bryczką do miasteczka na targ, mówił: „panie gajowy, ja wiem, co jest teraz w pana głowie – trochę mąki, trochę cukru, jakieś chustki, miotła i ręczniki – wszystko to, co panu żona kazała kupić. A w mojej głowie teraz same tylko skórki zajęcze!” I na koniec, pani Wanda podsumowała: „a w mojej głowie teraz tylko misje!”

Trudno się oprzeć przekonaniu, że to Opatrzność Boża postawiła Wandę Swarcewicz razem z innymi Polakami i katolikami w tamtym czasie i miejscu, by przygotowali grunt dla odradzającego się Kościoła po rozpadzie Związku Sowieckiego. Ludzie ci, kiedy tylko zrozumieli, że reżim ateistyczny słabnie, przystąpili do działań: w 1987 r. uporządkowali cmentarz katolicki i wkrótce postawili na nim wysoki krzyż. Ten akt odwagi wywołał awanturę w mieście, a pani Wanda zaangażowała się z pasją w obronę krzyża i krzyż stoi do dzisiaj.

Po otwarciu dla kultu kościoła w pobliskim Parafianowie, Wanda z kilkoma kobietami podjęła starania u miejscowych władz o zgodę na budowę świątyni w Dokszycach. „Priedsiedatiel riespołkoma” nie chciał zezwolić na powstanie kościoła w środku miasta, jedynym miejscem, jakie wziął po uwagę był teren starego cmentarza. Obiecał też pomoc w zdobyciu materiałów. Paradoksalnie, inicjatorzy budowy przelękli się tego pomysłu wobec absolutnie nowej rzeczywistości i ogromu zadań, jakie ich czekały. W tym momencie na arenę działań wkroczyli kapucyni, miejscowi i z Polski, z prowincjałem z Warszawy, o. Kazimierzem Synowczykiem. O. Piotr Jasiewicz z Parafianowa zarządził, że kościół będzie murowany, a nie drewniany.

Pani Wanda aktywnie włączyła się w całe przedsięwzięcie. Wzięła udział w przygotowaniu projektu budowlanego, została skarbnikiem komitetu parafialnego, przyjęła pod swój dach robotników z Polski, gotowała obiady dla pracowników, także kapucyńskich kleryków, którzy wakacje poświęcili pracy przy budowie. W swoich notatkach oddaje niezwykły klimat entuzjazmu, który panował wśród parafian, budujących kościół. Ludzie przynosili do jej domu produkty spożywcze, by wyżywić robotników, na apele duszpasterzy, nawet nocą przychodzili rozładowywać transporty cegły, nieraz bardzo opóźnione z powodu częstych awarii samochodów. Nawet kierowcy byli pełni podziwu dla zaangażowania dorosłych i dzieci.

Kapucyni zanim zamieszkali w Dokszycach, musieli dojeżdżać z Parafianowa z posługą duszpasterską w każdą sobotę, niedzielę i pierwszy piątek miesiąca. Pani Swarcewicz organizowała wtedy wśród wiernych, którzy dysponowali samochodami, kolejkę do ich transportu. W prowizorycznej kapliczce i w swoim domu uczyła najmłodszych parafian religii i przygotowywała do Pierwszej Komunii świętej. Pod opieką o. Klaudiusza Pryzmonta założyła wspólnotę Franciszkańskiego Zakonu Świeckich i była jej przełożoną. Została zelatorką różańcową róży Matki Boskiej Częstochowskiej. Wyszukiwała na terenie parafii i w okolicy ludzi chorych, zaniedbanych religijnie i przygotowywała ich do przyjęcia sakramentów, czasem w ostatniej chwili życia.

Szczególną estymą pani Wanda darzyła biskupa Antoniego Dydycza z Drohiczyna, kapucyna. Kochała wszystkich braci kapucynów, ale też stawiała im wysoko poprzeczkę wymagań, co budziło nieraz kontrowersje. Miała ogromny szacunek dla kapłaństwa i Eucharystii. Wiara w prawdę o Eucharystii tak przeniknęła jej życie, że o. Marek Pasiut mógł w kazaniu na jej pogrzebie powiedzieć: „nie mogła znieść myśli, że Msza święta miałaby się odprawiać bez jej obecności”.  Wszystkie swoje oszczędności oddawała jako ofiarę na potrzeby Kościoła.

Pani Wandzie zawdzięczamy bezcenne zapiski z początków historii odradzającej się parafii. Są wśród nich teksty zatytułowane: Dokszyce, grzebalny cmentarz; Krzyże święte w parafii Dokszyce; Lista tych kołchozów i przedsiębiorstw które uczciwie pomagały finansowo, transportem i drugimi usługami, choć to był 1991-99 rok; Lista pracujących przy kościele pracowników; Lista pracujących przy kościele dzieci; Opisanie cmentarza wojskowego w Dokszycach.

Wanda Swarcewicz zmarła po krótkiej chorobie, we własnym domu, mając 90 lat. Zaopatrzona sakramentami świętymi, w pokoju oddała swoją duszę Bogu, któremu poświęciła całe życie. Pochowana została w brązowej sukni, podobnej do franciszkańskiego habitu, którą sama sobie przygotowała. Kondukt pogrzebowy po Mszy świętej w dokszyckim kościele przeszedł na nowy cmentarz przez całe miasto.

Każdego roku, dnia 30 maja, w południe, we wszystkich klasztorach kapucynów prowincji warszawskiej będzie odczytywana nota o śp. Wandzie Swarcewicz, o jej szlachetnym życiu i pełnej poświęcenia służbie Kościołowi i braciom. W intencji Jej zbawienia popłynie wtedy do nieba psalm 130: „Z głębokości wołam do Ciebie, Panie…”

 

                                                                                   Br. Piotr Stasiński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *