Rozważanie Słowa Bożego przygotowane przez Kongregacje do Spraw Ewangelizacji Narodów na 28.10.2019

Liturgia kontynuuje serie wspomnień o Apostołach i dzisiaj wspomina dwóch, którzy są prawie nieznani, a których relikwie są czczone w Bazylice Św. Piotra, przy ołtarzu św. Józefa.

Dwunastu Apostołów, symbol całego nowego ludu, zostali oni powołani przez Jezusa nie ze względu na zasługi, czy kwalifikacje, ale jak mówi św. Łukasz: z modlitwy nocą, intensywnej komunii z Ojcem, z której pochodzi Duch, który powołanych uczynił Apostołami. Św.  Łukasz w swoich relacjach w Ewangelii pokazuje nam wiele razy jak ważna dla Jezusa była modlitwa, dialog w bliskości i miłości ze swoim Ojcem Niebieskim. Czasami Łukasz przestaje opisywać różne epizody, aby każdy uczeń mógł nauczyć się modlić, słuchając co Pan ma do powiedzenia i czyniąc to, co nakazuje, a nie tylko mnożąc bezużyteczne słowa aby prosić Boga o zaspokojenie wszystkich samolubnych żądań. Autentyczna modlitwa chrześcijańska rodzi się w Bogu. Motywuje nasze postepowanie, kształtuje nasze istnienie i zwraca się z powrotem do Boga z uczuciem wdzięczności, synowskim posłuszeństwem, ofiarą z siebie i z solidarnością z innymi. Św. Łukasz podkreśla, że wszystkie kluczowe decyzje w życiu Jezusa zostały podjęte w kontekście modlitwy, od chrztu – a nawet moglibyśmy wrócić do jego dzieciństwa – aż do Getsemani i krzyża.

W dzisiejszej Ewangelii kontemplujemy Jezusa spędzającego całą noc na modlitwie. Ma On dokonać wyboru, który na zawsze wzmocni relacje ze swoimi uczniami. Ustanawiając 12 Apostołami ustanowi równocześnie mesjańską społeczność. Wybierze On dwanaście filarów, na których będzie budował, zgodnie z obietnicą proroków, lud nowego przymierza, czyli swój Kościół.  Za ten lud i za cała ludzkość przeleje swoją krew, świadomie i za darmo, za przebaczenie grzechów.

Apostoł to słowo oznacza „wysłany”.  Apostołowie zostali wybrani przed Pasją i Śmiercią Jezusa, ale to dopiero po Pięćdziesiątnicy, ​​ich misja rozwinie swój pełny potencjał, spełniając się całkowicie. Modlitwa objawia się zatem jako dusza ewangelizacji, to znaczy wierna i skuteczna obecność Boga w działaniu Kościoła na rzecz zbawienia.

Papież Benedykt XVI opowiedział o wierze i powołaniu świętych Apostołów: Szymona Kananejczyka i Judy Tadeusza podczas Audiencji Generalnej 1 października 2006 roku, a oto jej fragment.

Drodzy bracia i siostry,

Przedmiotem naszych rozważań jest dzisiaj dwóch z dwunastu Apostołów: Szymon Kananejczyk i Juda Tadeusz (nie mylić z Judaszem Iskariotą). Mówimy o nich razem nie tylko dlatego, że w spisach Dwunastu występują zawsze obok siebie (por. Mt 10,4; Mk 3,18; Łk 6,15; Dz 1,13), ale również dlatego, że wiadomości o nich są nieliczne, pomijając fakt, że w kanonie Nowego Testamentu znalazł się list przypisany w przeszłości drugiemu z nich.

Szymon otrzymuje przydomek, który zmienia się w czterech spisach: jeśli gdy Mateusz i Marek nazywają go „Kananejczykiem”, Łukasz określa go mianem „Zeloty”. W rzeczywistości oba te pojęcia są równoznaczne, gdyż oznaczają to samo, w języku hebrajskim czasownik qanà’ znaczy bowiem „być zazdrosnym, żarliwym” i może się odnosić zarówno do Boga, który zazdrosny jest o wybrany przez siebie naród (por. Wj 20,5), jak i do ludzi, którzy płoną zapałem służenia jedynemu Bogu z całkowitym oddaniem, jak Eliasz (por. 1 Krl 19,10). Bardzo więc prawdopodobne, że Szymon, jeśli nawet nie należał do nacjonalistycznego ruchu Zelotów, wyróżniał się przynajmniej płomiennym zapałem do żydowskiej tożsamości, a więc do Boga, do swego ludu i do Prawa Bożego.

Jeżeli sprawy tak wyglądają, Szymon znajduje się na antypodach Mateusza, który, przeciwnie, jako celnik uprawiał zawód, uważany wówczas za całkowicie nieczysty. Jest to oczywisty znak, że Jezus powołuje swych uczniów i współpracowników z najrozmaitszych warstw społecznych i religijnych, bez żadnych uprzedzeń. Jego interesują osoby, nie kategorie społeczne czy etykietki! To piękne, że w grupie Jego uczniów, wszyscy, choć tak odmienni, od Zeloty po celnika, współistnieli razem, przezwyciężając łatwe do wyobrażenia trudności: to bowiem sam Jezus był motywem spoistości, w którym wszyscy tworzyli jedno. Stanowi to wyraźnie naukę dla nas, często skłonnych do podkreślania różnic, a nawet przeciwieństw, zapominając, że w Jezusie Chrystusie otrzymaliśmy moc godzenia naszych konfliktów. Pamiętajmy również o tym, że grupa Dwunastu stanowi zapowiedź Kościoła, a zatem zapowiada Kościół, w którym ma być miejsce dla wszystkich charyzmatów, narodów, ras, wszystkich przymiotów ludzkich, które w komunii z Jezusem znajdują zgodę i jedność.

Jeśli chodzi o Judę Tadeusza, to nazwała go tak tradycja, łącząc dwa różne imiona: ponieważ gdy Mateusz i Marek nazywają go po prostu „Tadeuszem” (Mt 10,3; Mk 3,18), to Łukasz określa go jako „Judę, syna Jakuba” (Łk 6,16; Dz 1,13). Przydomek Tadeusz jest niepewnego pochodzenia i bywa objaśniany jako pochodzący od aramejskiego taddà’, co znaczy „pierś”, oznaczałby więc „wielkodusznego”, bądź jako skrót od greckich imion „Theódoros, Theódotos”. Wiemy o nim niewiele. Tylko Jan wspomina o prośbie, z jaką Apostoł ten zwrócił się do Jezusa podczas Ostatniej Wieczerzy. Rzekł Tadeusz do Pana: „Panie, cóż się stało, że nam się masz objawić, a nie światu?” Jest to sprawa bardzo aktualna, z którą my także przychodzimy do Pana: dlaczego Zmartwychwstały nie objawił się w całej swej chwale swoich nieprzyjaciołom, by pokazać, że zwycięzcą jest Bóg? Dlaczego ukazał się jedynie swoim uczniom? Odpowiedź Jezusa jest tajemnicza i głęboka. Pan powiada: „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego i będziemy u niego przebywać”(J 14, 22-23). A znaczy to, że Zmartwychwstałego trzeba zobaczyć i postrzegać także sercem, w taki sposób, aby Bóg mógł w nim zamieszkać. Pan nie ukazuje się jako rzecz, ale chce wejść w nasze życie i dlatego Jego objawienie się jest objawieniem, które pociąga i zakłada otwarte serce. Tylko w ten sposób widzimy Zmartwychwstałego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *