Gabon bogatszy o nowego brata misjonarza

Kilka dni temu br. Piotr wyjechał do Gabonu na swoją nową misję afrykańską. Po dwudziestu siedmiu latach pracy w Republice Środkowej Afryki poprosił o zmianę, gdyż jak sam mówi, to co miał zrobić w tam już zrobił.
Cieszymy się że brat Piotr dołączył do naszej misji w Gabonie. Życzymy mu błogosławionego czasu i mocy Ducha Świętego.
Oto pierwsze wrażenia brata Piotra po przybyciu do Gabonu:

Pokój i Dobro
Z Ntoum w Gabonie pisze misjonarz br. Piotr Michalik
Moja nowa misja i kolejny kraj misyjny – Gabon. Muszę się uczyć Afryki od nowa… Praktycznie cały Gabon znajduje się w strefie puszczy tropikalnej, która charakteryzuje się dużą ilością opadów, długą porą deszczową i krótką suchą (w czasie której i tak coś tam pada). Niektórzy wyróżniają tu dwie pory deszczowe, krótką i długą, i dwie pory suche – również krótką i długą. Wczoraj po południu zaczęło padać. Dzisiaj również non stop pada. Przez większość czasu rzęsiście. Jest parno. Czuję wszechobecną wilgoć. Woda i wilgoć atakuje wszystko. Widać to zwłaszcza na budynkach – nawet te nowe sprawiają wrażenie starych, na murach wszędzie są zacieki. Nawet jeśli budynki kiedyś pomalowano, to kolory już dawno zblakły. Widać zmurszałe drewno więźby dachowej, a w zagłębieniach ziemi rozlewają się potężne kałuże, bo gleba już więcej wody nie przyjmie…
Na szczęście nie ten klimat jest najważniejszy, a klimat panujący między ludźmi. Na nowej misji bracia przyjęli mnie po królewsku (to widać, słychać i czuć), a mieszkańcy z dużą otwartością i sympatią witają się ze mną. Gdy spotkam jakiegoś Środkowoafrykańczyka, to rozmowom w języku sango nie ma końca…. Pierwszą misją, do której mnie zawieziono po przyjeździe z lotniska, było Melen. Jest to przedmieście Libreville, blisko wylotowej drogi, która łączy stolicę z resztą kraju. Z pozostałych trzech stron Libreville jest otoczone przez ocean lub laguny. Znajduje się tutaj sanktuarium maryjne. Była tu kiedyś figurka NMP w jakiejś mizernej chatynce. Jak pierwsi kapucyni, 20 lat temu, przybyli do Gabonu, to jeden z nich, br. Jarosław (prawie że mój krajan, bo z Głuchołaz na Opolszczyźnie), postanowił zaopiekować się tym miejscem. I obecnie jest to jedno z najważniejszych miejsc pielgrzymkowych stolicy, a może i całego kraju. To, co zaraz po przyjeździe do sanktuarium przykuło moją uwagę, to grupka ludzi na kolanach modląca się pod krzyżem. I to jak żarliwie modląca się! Nawet nie obejrzeli się z ciekawości, by zobaczyć, kto to taki przyjechał. Tak byli zatopieni na spotkaniu z Panem… Sporo ludzi uczestniczyło we Mszy św., mimo obostrzeń związanych z pandemią koronawirusa, a po ich twarzach widać było, że wiedzą, po co tu przyszli. Po Mszy św. odprawiliśmy adorację Najświętszego Sakramentu i nawet grupa dzieci przyklęknęła na małą chwilę przed ołtarzem, by się pomodlić w skupieniu…. Bardzo mnie to uradowało, że są tu ludzie, którym naprawdę zależy na relacji z Bogiem i szukają jej w modlitwie.
Gabon, a zwłaszcza jego stolica – Libreville, są kosmopolityczne. Dużo tu obcokrajowców: Francuzów czy innych Europejczyków, Chińczyków, Hindusów, a zwłaszcza Afrykańczyków z innych krajów tego kontynentu. Np. Tomasz, który mieszka w naszym domu w Ntoum, to Liberyjczyk, Józef – nasz tutejszy murarz – jest Środkowoafrykańczykiem, doktor Jeanine, u której wczoraj byliśmy poświęcić dom, jest z Beninu, itd… Może dlatego nie ma tu jednego języka narodowego – jak język sango w RŚA. Jest tylko język oficjalny – język francuski, który dla sporej części Gabończyków (zwłaszcza tych z miast) jest pierwszym językiem mówionym. Również w Kościele cała działalność duszpasterska jest po francusku. Nie oznacza to, że odcięto się od korzeni tutejszych ludzi. Lokalnie używa się 5 plemiennych języków: Fang, Inzebi, Lembaama, Omyènè i Yipunu. I są podręczniki, które uczą tych języków. Czyli ludzie nie chcą, by te języki zaniknęły. Ponieważ tam, gdzie mam pracować, mieszka przede wszystkim lud Fang, chcę choć trochę nauczyć się ich języka.
Obserwując okolice naszej misji na przedmieściach stolicy, mam mieszane uczucia. Libreville na pewno jest bogatsze niż Bangui – stolica RŚA. W stolicy Gabonu jest dwupasmowa obwodnica, kilka skrzyżowań dwupoziomowych (w całym RŚA nie ma ani jednego). Jest o wiele większy ruch samochodowy i sporo budowli reprezentacyjnych…. Ale jakoś nie robi to na mnie wrażenia. Szukam wzrokiem dzielnic, w których żyją zwykli ludzie. Są tam domki ściśnięte jeden obok drugiego, poprzylepiane do stoków wzgórz i nawet jeśli zbudowane z pustaków i pokryte blachą, to jakoś szare, nieotynkowane, niedokończone, najprostsze i najtańsze w budowie, podniszczone przez wilgoć… Ledwie wyjedziesz z miasta, od razu dżungla obejmuje swoimi ramionami drogę i wszystko, co jest na niej… I tylko od czasu do czasu odnajdujesz w niej przycupnięte chatynki, których właściciele staczają codzienną, heroiczną walkę, by dzika zieleń nie pochłonęła ich domostw…
W wioskach można zobaczyć dwa rodzaje domów: dosyć ładne, obszerne, wykonane z pustaków, albo małe, niskie, zbudowane z desek i pokryte byle czym…. Tych drugich jest zdecydowanie więcej, zwłaszcza im dalej od stolicy. Jednocześnie jeden detal rzuca się w oczy: wszędzie jest elektryczność, a nawet na tych najuboższych domach znajduje się antena satelitarna.
Natomiast wczoraj po południu zobaczyłem coś zaskakującego. Poszedłem z moim współbratem Piotrem poświęcić nowy dom jednej z parafianek – doktor Jeanine. Mieszka ona w dzielnicy domków jednorodzinnych zbudowanych przez tutejszego dewelopera! Budowa całej tej dzielnicy sfinansowana została przez tamtejszy ZUS. Domy są piękne i na pewno nie na kieszeń statystycznego Gabończyka… Muszę się dowiedzieć, czy dużo jest tu takich dzielnic i jakie kryteria trzeba spełnić, aby tu zamieszkać.
Wszędzie widać zieleń. Wszędobylską, agresywną, ale piękną. Tu wszystko bujnie rośnie, może oprócz tego, co nie lubi za dużo wody. Przypatruję się przydomowym ogródkom: parada kolorów różnych gatunków kwiatów, krzaków, palm ozdobnych, drzew owocowych, bananowców itp.
Pojechaliśmy do Ntoum, naszej trzeciej placówki misyjnej. Ntoum to dosyć duże miasteczko, nasza największa parafia z 11 wioskami dojazdowymi. Wieczorem br. Piotr odprawiał polową Mszę św. dla neokatechumenatu. Całe rodziny brały w niej udział. Ich pełen zapału śpiew słychać było z daleka. Jest wiara w narodzie! Później dowiedziałem się, że z powodu obostrzeń Msza z udziałem tylu wiernych mogła być wyłącznie na świeżym powietrzu, nie w świątyni.
Uczestnictwo wiernych na Mszach w kościołach jest źródłem konfliktu gabońskiego Episkopatu z rządem. Gabon jest państwem, które bardzo szybko wprowadziło drastyczne środki, aby zahamować rozwój koronawirusa. Było chyba pierwszym krajem w Afryce, które zamknęło swoje granice (dlatego na nową misję nie pojechałem bezpośrednio z RŚA). Nakazano także zamknięcie wszystkich miejsc kultu. Maksymalna liczba ludzi na jakiejkolwiek imprezie nie mogła przekroczyć 10 osób. Przy czym sytuacja wcale nie jest dramatyczna. Od początku pandemii zachorowało 8 901 osób i 54 osoby zmarły. 21 października było 17 zdiagnozowanych chorych i żadnego przypadku śmiertelnego (na 5 330 przeprowadzonych testów).
Od dłuższego czasu Episkopat gaboński pertraktował z rządem by rozluźnić restrykcje dotyczące kultu religijnego. Niestety, nie doszli do porozumienia. Dlatego Episkopat ogłosił (bez zgody rządu), że od 25 października parafie zaczną normalnie funkcjonować. Kilka dni później rząd ogłosił rozluźnienie rygorów według ich koncepcji: od 30 października w nabożeństwach może uczestniczyć maksymalnie 30 osób. Jednak każdy z wiernych musi mieć mieć ze sobą wyniki testu na Covid-19 (oczywiście wynik negatywny) przeprowadzonego w ostatnich dwóch tygodniach. Obowiązuje również zakaz przyjmowania komunii świętej! Mimo kolejnej tury rozmów Episkopatu z rządem, do soboty wieczór strony nie doszły do porozumienia…
Efekt jest taki, że przez całą niedzielę przed każdym kościołem stała żandarmeria lub policja, by pilnować, czy zakaz rządu jest respektowany. W takiej sytuacji biskupi polecili, aby przed kościołami odmówić dziesiątkę różańca, odczytać Ewangelię, pomodlić się w intencji kraju i rozesłać wiernych. W większości przypadków obeszło się bez przemocy.
Mimo że jestem człowiekiem jeszcze tutaj nieznanym, to ludzie, których pierwszy raz widziałem na oczy, zadawali mi bardzo ważne dla nich pytanie: kiedy w końcu będą mogli swobodnie przyjść na Mszę?
Niech Pan nam wszystkim błogosławi.
br. Piotr

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *